Nie uwierzycie, ale przepis przyszedł razem z nową kolekcją ubrań firmy Mint Velvet. Chyba po to, żeby zasugerować, że po spożyciu tego napoju trzeba zamawiać ubrania rozmiar większe... ale wyobrażam sobie, jaką można też mieć po nim ogroooomną dawkę energii!!
"Eggnog"
- 50g białej czekolady
- 700ml chudego mleka
- 300ml wysoko procentowej śmietanki
- 3 laski cynamonu
- 1 łyżeczka startej gałki muszkatołowej
- 5 żółtek
- 100g cukru
- 300-400 ml Bourbon whiskey
Podrzewamy powoli mleko i śmietankę w garnku o grubym dnie. Po zagotowaniu dodajemy cynamon i gałkę, zdejmujemy z ognia do przestygnięcia.
Ucieramy żółtka z cukrem i dodajemy powoli mleczną miksturę. Wlewamy też Bourbon.
Możemy to trzymać w lodówce do trzech dni.
Przelewamy do szklanej misy, którą stawiamy na garnku z gotującą wodą ale tak, żeby misa nie dotykała wody. Gorącą masę przelewamy do małych szklanek, dekorujemy czekoladą i podajemy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Napoje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Napoje. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 listopada 2015
piątek, 10 października 2014
Szprycer
I stało w lodówce, takie otwarte. Moje ulubione Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii. Czyste marnotrawstwo. To i tak grzech robić z niego szprycerek, ale lepsze to, niż wylewać do zlewu. A szprycer to wiadomo: raczej tyle wody ile wina, może też być różowe, żadne wielkie marki... Woda może być gazowana, ale nie musi. Plasterek limonki, listek mięty. Albo inne kombinacje, jak z plastrami pomarańczy. Do mojego wina pasowała tylko limonka... No i kostki lodu by się przydały...
"Szprycer"
Na 1 osobę:
- pół szklanki wody
- pół szklanki wina, najlepiej wytrawne
- 2 plasterki limonki
- kilka kostek lodu
- listek mięty /albo i nie/
Zmieszać wszystkie składniki razem, nalać do wysokiej szklanki lub kieliszka. Wypić, zanim się nagrzeje ;)
"Szprycer"
Na 1 osobę:
- pół szklanki wody
- pół szklanki wina, najlepiej wytrawne
- 2 plasterki limonki
- kilka kostek lodu
- listek mięty /albo i nie/
Zmieszać wszystkie składniki razem, nalać do wysokiej szklanki lub kieliszka. Wypić, zanim się nagrzeje ;)
sobota, 26 lutego 2011
A na lunch - zagadka ;)!
Zostawił nas rozbawionych i pełnych oczekiwania. Na szczęście wino okazało się naprawdę dobre. Kiedy pochwaliłam trafny wybór, kelner z zadowoleniem kiwnął głową i wydusił z siebie coś, co brzmiało podobnie do "gewurztraminer". Potem dostaliśmy makarony, zadziwiająco dobre. A na deser poprosiłam o espresso. "Hooki - usłyszałam - robię wyśmienite. Będziesz zadowolona". Myślałam, że niczym mnie już nie zaskoczy, a jednak... Moje espresso okazało się trójkolorowe... Kelner stanął nade mną i czekał, aż wypiję. Tylko najpierw kazał zamieszać... Posłusznie uniosłam ciupeńką szklankę... Ymmm... To było dobre!!! Jak usłyszałam, była to kawa + biała czekolada + sok z pomarańczy... A potem to ja zadziwiłam kelnera... Wyjęłam aparat i w zachwyceniu robiłam zdjęcie pustej szklanki... No trudno, wcześniej nie dał mi szansy... I tak zakończyliśmy nasze małe, rzymskie wakacje.. "Ho0ki..." ;)
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Lassi z mango
Tak naprawdę walory mango można docenić w regionach, gdzie jest tak popularne jak u nas jabłka. Dojrzałe pachnie jaśminem i rozpada się w ustach, ledwo pozwalając zatrzymać uciekający sok. Szczęśliwie ostatnie czasy pozwalają nam dostać świeże owoce także w Polsce, czasami o naprawdę niezłej jakości. Najlepiej kupując mango po prostu je powąchać. Jeśli zapach nas powala - kupować ;). Najlepiej mango smakuje w Indiach i tam też się robi z niego lassi. Chociaż okazało się, że równie łatwo jest o ten napój w Singapurze. Moja córka, fanka tego napoju, przeżyła na nim praktycznie cały nasz tam pobyt :)))
"Lassi z mango"
- ok. 200g jogurtu dobrej jakości
- 0,5l świeżej wody
- kubek lodowych kostek
- 2 łyżeczki cukru
- 1-2 owoce mango, obrane ze skórki, pokrojone w kostkę
Wszystko wrzucić do miksera. Czekać, aż napój będzie gładki i pienisty. Rozlać do wysokich szklanek. Przechodzi przez grubą słomkę :)
czwartek, 16 grudnia 2010
Kruszon czyli Bischof
Ha! kto jeszcze pija kruszony? A były całkiem popularne za mojego dzieciństwa. Chociaż największe triumfy święciły podobno w dwudziestoleciu międzywojennym. Podawane w szklanych i kryształowych wazach były ozdobą wielu stołów. Też zapomniałam o tym przysmaku na długie lata. Na szczęście obrazek w jakiejś książce odświeżył mi pamięć...
"Kruszon"
- butelka białego - najlepiej reńskiego - wina
- 2 pomarańcze
- 1 cytryna
-100g cukru
-goździki
- kawałek cynamonu
Owoce parzymy wrzątkiem i obieramy ze skórki. Kroimy na plasterki, wkładamy do wazy. Dodajemy goździki i cynamon. Cukier wsypujemy do niepełnej szklanki gorącej wody i mieszamy. Gorącym syropem zalać owoce i odstawić na jakiś czas. Następnie przecedzić i połączyć z winem, ochłodzić.
To bardzo orzeźwiający napój. Zamiast wina można użyć szampana, jeśli ktoś preferuje bąbelki ;).
piątek, 3 grudnia 2010
A może kawa po kozacku?
Chyba na wspominki mi się zebrało, ale kawa po kozacku zapadła mi w pamięci na całe życie:). A to za sprawą tego, że pamiętam ją z wczesnej młodości, kiedy nie było jeszcze tyle wymyślnych rzeczy do kupienia. Zaprosiliśmy znajomych do domu na popołudnie i znalazłam na nią przepis. Wypróbowałam - i cóż. Można tylko powiedzieć: to była impreza! ;)
"Kawa po kozacku"
- 1l czarnej kawy
- pół butelki czerwonego wina
- 4 łyżeczki cukru
- 200 ml wódki czystej
- cynamon
- ew. goździki
Parzymy litr czarnej kawy. Podgrzewamy ją razem z czerwonym winem, nie gotując. Wsypujemy cukier, cynamon i goździki. Do 4 filiżanek nalewamy po 50 ml wódki, uzupełniamy przyprawioną kawą i podajemy. Pysznie pachnie, rozgrzewa i poprawia humor!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

